Stowarzyszenie na Rzecz Niepełnosprawnych SPES

Camino de Jełowa 2012

Po intensywnym okresie sobotnich spotkań przyszedł czas na wspólną wakacyjną drogę. W sierpniu przyjechaliśmy do Jełowej (wioska koło Opola). Zdecydowaliśmy się na 12 dni modlitwy i pomagania. Rytm dnia wybijała liturgia godzin. Jutrznia o poranku, wieczorne nieszpory i nocna kompleta. To były ramy, które trzymały nas w ryzach. W takiej oprawie z zapałem malowaliśmy obozowy pejzaż. I choć chwil trudnych było wiele, a czasami dopadało nas zmęczenie, to jednak radość była nieodłącznym elementem codziennego krajobrazu.

Śmiechu było sporo, bo i grono obozowiczów było liczne. Wszystkie nasze katowickie Wspólnoty Spotkań zgromadziły się w Jełowej. Część osób, zarówno uczestników jak i asystentów, przyjechała po raz pierwszy. Chłopcy z Załęża, z początku nieśmiali i trochę zagubieni, pod koniec pobytu rzucali znienacka „Paniii....lube Ciebe”. Rafał i Tomek z Giszowca odbyli swoisty come back. Po dłuższej przerwie, znowu są z nami. Ze wzruszeniem wspominali minione obozowe dzieje, ale też zdecydowanie podkreślali, że przyjadą tu w przyszłym roku. Dla Koszutkowiczów była to istna reaktywacja, niby to samo ale jakby w nowej odsłonie. Ks. Helmut, nasz gospodarz, przyzwyczajony do jednych i tych samych twarzy, z widocznym zaciekawieniem wypytywał kto zacz?

Cała nasza 50-tka zatłoczyła dom rekolekcyjny. Jadalnia wypełniła się po brzegi. Boisko do gry w piłkę nożną nareszcie nie było za duże. Kolejki do łazienek nieco się wydłużyły. Trochę mniej wygód i komfortu, ale za to ileż sprzyjających okazji do tego, aby ze sobą być, rozmawiać, grać w Ślonskie Domino czy w Palce w pralce. Kto chciał spędzić te 12 dni w ciszy, spokoju i samotności, źle trafił. Kto w całości, niczym pielgrzym na Camino de Santiago, zdał się na obozową drogę, doświadczył swoich słabości, otwartości współwędrowców, a przede wszystkim tego, jak ubodzy ubogacają. Nie jest łatwo przyjmować z pokorą to co droga ze sobą niesie. Uciążliwe chrapanie, dochodzące z sąsiedniego łóżka, gadanie Mariusza już od 5 rano, niemiłosierne skrzypienie łóżek, brak czasu dla siebie, sprzeczki ze współtowarzyszem....można by tak wymieniać. Ale to nie droga jest trudnością ale trudności są Drogą. I przyjmując taką perspektywę dostrzegamy sens w wędrowaniu, nawet po nierównym terenie. Podczas Jeuro 2012 jak zwykle wygrali Niemcy. To nic. Idziemy dalej. Kto wie co zastaniemy za zakrętem. Buen Camino!