Na akademickiej perci

Ooo, to na pewno pójdziecie na Babią Górę! Te słowa słyszałam co chwilę przed wyjazdem na kolejny obóz. I czasami łapałam się na tym, że trochę mi żal. Bo przecież my nie damy rady wejść na szczyt. A może jednak, choć trochę podejdziemy do podnóża? Może warto spróbować? Ale co z osobami na wózkach? One musiałyby zostać...no trudno, pójdą na spacer reglem dolnym. A co z osobami starszymi? One wprawdzie potrafią chodzić, ale nie mają dość dobrej kondycji...też nie mogą iść.

Stop. To absurdalne. Nad czym ja się w ogóle zastanawiam. Hm, tak to jest gdy z oczu traci się cel. A cel jest jeden: być razem z ubogimi. Czy do tego potrzebny jest Diablak? Człowiek pełnosprawny myśli w kategoriach spektakularnych osiągnięć i sukcesów. Jednak, żeby zanurzyć się w relację z osobą słabą, upośledzoną umysłowo, trzeba umieć się zatrzymać, usiąść na ławce, wsłuchać w często niewyraźną mowę. Trzeba czasu, wolno płynących chwil, aby się poznać. Trzeba wysiłku i wytrwałości, aby rezygnować z własnych dążeń, z tych wszystkich ucieczek, którymi kusi nas Diablak.

Było nas prawie sześćdziesiąt osób: uczestnicy trzech Wspólnot Spotkań (Giszowiec, Załęże, Koszutka) Stowarzyszenia SPES, Ksiądz Kapelan, asystenci, a także najmłodsze pokolenie - dzieci asystentów seniorów. Byliśmy podekscytowani jadąc do Zawoi, gdyż pod względem krajobrazu to przepiękne miejsce. Góry, rwący potok, swojskie chatynki – w takich okolicznościach przyrody przeżywaliśmy prostą obozową codzienność. Wielka to odmiana po poprzedniej gospodyni - Jełowej, która, choć taka kochana, raczyła nas zawsze płaskimi ścieżkami.

 

Obok naszego schroniska był mały kościółek, w którym zbieraliśmy się codziennie na Mszy  Św. i wieczornej modlitwie. W drugim dniu pobytu Kamil, z zespołem Downa, z najwyższą powagą powiedział mi, że chciałby służyć przy ołtarzu. „To dla mnie wielki zaszczyt” – powiedział wzruszony, gdy okazało się, że jest taka możliwość. Swoją posługę wykonywał codziennie. Przygotowywał się starannie, przebierał w odświętny strój i zawsze był gotowy przed czasem. Dodam, że nie spieszył się tak do innych aktywności. Zawstydzał mnie swoją postawą. Wzięłam się więc za siebie i próbowałam mu dorównać. On swoim powolnym tempem, a ja zawsze na ostatnią minutę.  „ I jak mi poszło?” – pytał po Mszy, gdy spotykaliśmy się przy zakrystii. W wieczornej modlitwie nie wszyscy brali udział. Kamil był zawsze. Nawet wtedy gdy bolała go noga i z trudem chodził. Próbowałam go przekonać, żeby odpoczął, że przecież nic się nie stanie jak nie pójdzie na jedną modlitwę. „Po co się tak męczyć, Kamil?” – powiedziałam już lekko zirytowana. Spojrzał w górę i odparł ze stoickim spokojem „to wszystko dla Niego”.  Dzięki Kamilowi, ja również nie opuściłam ani jednej wieczornej modlitwy. To była nasza akademicka perć, którą szliśmy razem dwa tygodnie. Bez fajerwerków, tak zwyczajnie, cały czas przed siebie. Byle razem. Pod ramię.

Lipcowy obóz za nami. Rozśpiewany, dynamiczny, rozmodlony. Każdy z nas zdobywał swoją Babią Górę, pokonując kolejne piętra... swoich słabości.

 



Komentarze

Komentarze nie połączone z portalem Facebook

(pokaż)

Komentarz pojawi się po zaakceptowaniu przez moderatora.

  • ralus
  • asystentpit
  • Do Rzeczy
  • oblaci
  • pity2016
  • szip
  • Gość Niedzielny
  • praca
  • miasto
  • Non Profit
  • prowincja
  • Przewodnik Katolicki
  • Niedziela
  • dudkiewicz
  • renovabis
  • zthiu
  • pfron
  • IPS
  • Google
  • seminarium
  • izba lekarska
  • adwokat ewa
  • denon
  • weglosmyk
Facebook
Newsletter
Newsletter spes.org.pl

Na podany przez Ciebie adres mailowy przesyłać będziemy najnowsze informacje - zostań w kontakcie!

Możesz pomóc
Możesz pomóc

Włącz się w pomaganie. Osoby niepełnosprawne, w trudnej sytuacji życiowej i materialnej czekają na Twój gest. Szczegółowe informacje w dziale MOŻESZ POMÓC