Obozowe przebudzenia

obóz w RycerceNareszcie śnieg. Zima w pełni. Tego mi brakowało. Rycerka zasypana. Z okna ośrodka rekolekcyjnego Michael rysuje się bajkowy widok na ośnieżone góry.

Biegniemy na pierwszy obozowy obiad.  Czekamy, przebierając nogami. Wszyscy przecież są głodni. Gdzie jest reszta? – pytam zniecierpliwiona, patrząc w stronę pustych stołów. Jesteśmy w komplecie – ktoś odpowiada. I z lekkim niedowierzaniem rozpoczynamy modlitwą. Było nas 31 osób. Duża to odmiana po ostatnich wyjazdach liczących średnio 60 obozowiczów. I choć wszystkie obozy mają swój niepowtarzalny urok to jednak kameralność grupy stwarza specyficzny klimat, daje więcej okazji do nawiązywania relacji z drugim człowiekiem. Nadaje czasowi pewną elastyczność. Godziny stają się rozciągliwe, miękkie niczym zegary S. Dalego. Cenny czas, który staramy się wykorzystać co do ostatniej sekundy. Telefony wyłączone. Śnieg po pachy. Czego chcieć więcej.

Niedziela odbyła się pod znakiem bałwana. Istna zamieć umilała nam drogę do kościoła. Od czasu do czasu mijał nas zmęczony pług, któremu to syzyfowe odśnieżanie zdawało się już brzydnąć. Nam na szczęście towarzyszyła prawdziwa radość, że w tak baśniowej aurze możemy iść na Mszę Świętą. To był dobry początek naszego zimowiska.

Śnieg zdecydowanie stwarzał mnóstwo okazji do pracy i zabawy. Byli wśród nas amatorzy odśnieżania. Co jakiś czas ktoś domagał się jazdy na sankach, co oczywiście oznaczało, że komuś przypadała ta mniej wdzięczna rola konia pociągowego. Turniej na najlepszego bałwana ujawnił nieoczekiwanie nasze zainteresowania. Jedna grupa zbudowała kanciastego bielucha, który dzierży niemiecką flagę. Druga zaś, bardziej romantyczna, wymodelowała białą babę w słomianym wdzianku. Który bałwan wygrał? Hm, jurorem był góral z krwi i kości. Zima zdecydowanie się przebudziła. Jednak trzeba przyznać, że nie tylko ona.

Adam kocha piłkę nożną. Lubi kupować koszulki piłkarskie w barwach ulubionych klubów. Ma w zwyczaju zwlekać z odpowiedzią na pytania, więc trudno o zwyczajny dialog. Długo też wykonuje różne czynności choć bardzo dokładnie. Taki obraz Adam miałam w głowie. Teraz postrzegam go całkiem inaczej. Poznałam Adama na nowo. Najmilej chyba będę wspominać wieczorne warty, gdy graliśmy w kalambury. Adam jak rasowy gracz, dawał z siebie wszystko, żeby prawidłowo pokazać hasło. Do głowy by mi nie przyszło, że potrafi tak czytelnie przekładać abstrakcyjne przysłowia na konkretne gesty. Mało tego. Robił to z pasją i zaangażowaniem. Chciał. Rozmawiał. Kipiał energią. Otworzył się. Z uśmiechem wykonywał obozowe dyżury. A i mała Zośka cieszyła się, bo miała z kim zagrać w nogę.

Jacek kocha autobusy. Zwłaszcza firmy Solaris. Lubi kolekcjonować ich zdjęcia, w które wpatruje się godzinami. Poza tym hobby nie chce mu się zbyt wiele, chyba że na horyzoncie pokaże się ktoś nowy, wybijający Jacka ze schematu codzienności. I właśnie coś takiego musiało wydarzyć się na obozie, bo takiego radosnego Jacka nigdy nie widziałam. Zniknęła apatia, znudzona mina i ospałość. Jacek jak młody bóg szalał na parkiecie podczas balu, pomagał przy zmywaniu, a przede wszystkim on i jego asystent świetnie się dogadywali. Miałam wrażanie, że bez słów, a przez  śmiech. Jak to możliwe?

Co się stało z Adamem i Jackiem? Oliver Sacks w swojej słynnej książce Przebudzenia, opisuje „katatoników”, którzy, po podaniu leku L-dopa przebudzają się, wprawiając w osłupienie siebie, a zwłaszcza otoczenie, które nawet nie oczekiwało, że życie tych osób może mieć jeszcze inną jakość. Na obozie nie podawaliśmy L-dopy. Za to wymienialiśmy się uśmiechami, przyjaznymi gestami, doświadczając szczerej radości, nie zawsze łatwego bycia razem. Do tego dorzuciliśmy sekundy wspólnego śpiewu, minuty pieczenia kiełbasek przy ognisku, godziny rozmaitych obowiązków, generalnie dni budowania relacji przy każdej możliwej okazji. Ja także doświadczyłam przebudzenia. Adam i Jacek uświadomili mi, że nie oczekiwałam od nich już niczego więcej. Wielka szkoda. Jestem wdzięczna za kolejną lekcję pokory jaką otrzymałam od osób niepełnosprawnych. Obóz się skończył, ale zostawił trwały ślad w mojej pamięci. Wspomnienia pobudzają do refleksji. Wiem, że przebudzenia nie zawsze będą tak spektakularne. Nic nie szkodzi. I tak warto wybrać się we wspólną podróż. Człowiek jest wielką tajemnicą, a my jesteśmy zaproszeni do jej odkrywania. Jak antropolodzy na Marsie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Komentarze

Komentarze nie połączone z portalem Facebook

(pokaż)

Komentarz pojawi się po zaakceptowaniu przez moderatora.

  • weglosmyk
  • ralus
  • izba lekarska
  • zthiu
  • Przewodnik Katolicki
  • renovabis
  • Ogicom
  • oblaci
  • adwokat ewa
  • pfron
  • miasto
  • szip
  • denon
  • Gość Niedzielny
  • Non Profit
  • Do Rzeczy
  • prowincja
  • Google
  • pity2016
  • seminarium
  • praca
  • dudkiewicz
  • Niedziela
  • IPS
Facebook
Newsletter
Newsletter spes.org.pl

Na podany przez Ciebie adres mailowy przesyłać będziemy najnowsze informacje - zostań w kontakcie!

Możesz pomóc
Możesz pomóc

Włącz się w pomaganie. Osoby niepełnosprawne, w trudnej sytuacji życiowej i materialnej czekają na Twój gest. Szczegółowe informacje w dziale MOŻESZ POMÓC